Ostatni rybacy w Sopocie. "Jesteśmy wolnymi ludźmi"!

Nasze akcje


Rafał Tilsa: "Ja zacząłem pływać, bo ojciec pływał. Ojciec zaczął, bo dziadek pływał, a dziadek zaczął pływać ze swoim wujkiem". Poznajcie historię ostatniej, pokoleniowej rodziny rybackiej z Sopotu.

Jesteśmy wolnymi ludźmi. To mnie kręci

Rafał Tilsa, rybak:

Czuję się taki wolny. Jesteśmy w całym tym świecie zabieganym... wolnymi ludźmi. To mnie strasznie w tym kręci.

Tak zaczęła się przygoda

Witold Tilsa, rybak:

Urodziłem się w Sopocie. Moje korzenie są z Sopotu. Mojego ojca w rybołówstwo wciągnął jego wujek. Tak się zaczęła przygoda.

To nie są trudne rzeczy

Rafał Tilsa, rybak:

Moje pierwsze dni były takie, że większość rzeczy obserwowałem. Pełniłem najprostsze funkcje. Po jakimś czasie już wiesz jak to robić. To nie są trudne rzeczy... Bardziej chodzi o to, jak ktoś ceni sobie ciepełko i nie chce spędzać czasu w niekomfortowych warunkach.

Na morzu każdy wie co ma robić

Witold Tilsa, rybak:

Mogę mu powiedzieć wszystko. Pracownikowi, to nawet gdyby robił coś źle to musiałbym to ubrać w jakieś słowa, żeby go nie urazić. Synowi mogę powiedzieć konkretnie. To i to jest źle i ma być inaczej. To jest taka relacja, bardziej zaufana. Ja ufam jemu, on ufa mi. Na morzu wcale ze sobą za dużo nie rozmawiamy. To jest praca w skupieniu i w ciszy. Każdy wie co ma robić.

Autor: Anna Kobyłka