Robert Makłowicz zdradził, jakie zwierzę go rozczula. "Współczuję mu, że wszyscy uważają go za najbrzydszego"

Robert Makłowicz
Kamil Piklikiewicz/East News
Robert Makłowicz to człowiek niezwykle oczytany, wysmakowany w podróżach, potrafiący docenić dobry trunek i kulinarne specjały z różnych zakątków świata. Dla wielu starszych i młodszych fanów kuchni jest niepodzielnym władcą gastronomii. "Tako rzecze Makłowicz" - chciałoby się powiedzieć, wszak jedna jego opinia wystarczy, by rozwikłać nawet najbardziej pogmatwany kulinarny spór. W "Drugim śniadaniu mistrzów" na antenie TVN24 dziennikarz opowiedział o swoich wspomnieniach z dzieciństwa i o tym, co najbardziej go rozczula. Czy i tu czeka na nas inspiracja?

Robert Makłowicz o tym, co go rozczula

W świątecznym wydaniu "Drugiego śniadania mistrzów" na antenie TVN24 gośćmi Marcina Mellera byli Magda Gessler, Michał Rusinek, Andrzej Grabowski i Robert Makłowicz. Temu ostatniemu skutecznie udało się rozczulić wszystkich już na samym początku programu, kiedy zdradził, że tym co go roztkliwia jest pewne zwierzę.

-

Najbrzydszym zwierzęciem na świecie jest najprawdopodobniej diabeł tasmański, ale to przecież nie jest jego wina, że jest tak potwornie brzydki

- no po prostu taki jest, więc zawsze jak widzę diabła tasmańskiego, to się niezwykle wzruszam. I mu współczuję, że wszyscy uważają go za najbrzydszego. Choćby nie wiem, co robił, to się nie zmieni. Taki jest i taki będzie, z dziada pradziada - zaznaczył Makłowicz.

Taką odpowiedzią dziennikarz z pewnością przywrócił o poranku szeroki uśmiech na niejednej twarzy. Dodajmy, że Robert Makłowicz to postać niezwykle popularna nie tylko wśród fanów gastronomii, ale też internetowych koneserów "memów" - anegdota o diable tasmańskim z pewnością będzie krążyć po sieci jeszcze przez dłuższy czas. Czułość nie była jednak jedynym wątkiem, jaki został poruszony przez Mellera i jego gości. Wspominali również swoje tradycje rodzinne i dzielili się opowieściami z czasów dzieciństwa.

Jak wyglądały święta u Makłowicza?

Robert Makłowicz podczas rozmowy odniósł się do swoich wspomnień z dzieciństwa. Zdradził m.in., że mówienie "smacznego" u niego w domu uchodziło za niegrzeczne i stroniło się od używania takiego zwrotu. - Proszę zwrócić uwagę na konotacje tego zwrotu; we wszystkich innych językach życzy się "dobrego apetytu" - wyjaśnił. "Smacznego" brzmi jego zdaniem tak, jakbyśmy zakładali, że podane na stół jedzenie może okazać się niesmaczne.

Co jeszcze ze swoich rodzinnych tradycji zdradził Robert Makłowicz? - Nie wolno było do mojej babuni mówić "babcia", gdyż jak twierdziła "babcie są w klozetach". Istniała wówczas instytucja babci klozetowej, która siedziała w lokalach publicznych, przy wejściu do toalety - wspomniał.

U Makłowiczów panował jeszcze jeden ciekawy zwyczaj. - Rodzice z dziadkami rozmawiali po francusku, żebyśmy nie rozumieli. Pamiętam zwrot "les enfants écoutent" (fr. dzieci słuchają - przyp. red.), jak ktoś poruszał temat wrażliwy - wyjawił Robert.

To nie wszystkie ciekawostki i anegdoty, jakimi podzielił się na wizji dziennikarz wraz z innymi gośćmi Marcina Mellera - jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, obejrzyj całość odcinka tutaj, na stronie TVN24.pl. A Ty, czy również masz swoje rodzinne tradycje związane z Wielkanocą?

Zobacz wideo: Za co internauci kochają Makłowicza?

Zobacz też:

Dorota Wellman i Marcin Prokop nie od razu zostali przyjaciółmi. "Nie lubiłam Marcinka za całokształt"

Aby być piękną, nie musisz robić wiele. "Jesteśmy zmęczeni sztucznie wykreowanymi ideałami"

Dieta oczyszczająca organizm. Co jeść po świętach?

Autor: Ola Lipecka

podziel się:

Pozostałe wiadomości