Gwiazdy

Leszek Miller o wnuczce. "Oddałbym jej wszystko, co mam"

Gwiazdy

Leszek Miller i jego wnuczka Monika z okazji Dnia Dziadka zaprosili nas do swojego domu. Ten charyzmatyczny duet znają chyba wszyscy. Oboje są bardzo zajęci zawodowo, ale nigdy nie brakuje im czasu dla rodziny. Ze szczerej rozmowy dowiemy się m.in. jak Monice dorastało się ze znanym dziadkiem. Były premier opowiedział nam natomiast nieznane dotąd anegdoty z ich życia.

Monika Miller z roku na rok zyskuje na popularności w polskim show-biznesie. Początkowo znana była tylko jako wnuczka byłego premiera. Wkrótce zainteresowała media swoim wizerunkiem. Udowodniła, że ma o wiele więcej do zaoferowania niż eksponowanie ciała pokrytego tuszem. Monika jest przede wszystką artystką - piosenkarką, modelką i głosem swojego pokolenia. Nie każdy wiedział, że 25-latka ma przyjacielską relację ze swoim dziadkiem.

Leszek Miller wspiera karierę wnuczki

Były premier nie kryje dumy, kiedy mówi o sukcesach Moniki. To nie tylko jej dziadek, ale także wierny fan. Jak przyznaje, wszystkie talenty artystyczne w rodzinie spłynęły właśnie na nią.

- Monika jest niezwykle uzdolniona i ja jej trochę zazdroszczę, bo akurat natura poskąpiła mi takich talentów. Cieszę się bardzo, kiedy widzę, że coś maluje, albo robi jakiś projekt graficzny, albo śpiewa, albo coś nagrywa... Bardzo jestem dumny, a potem opowiadam o tym swoim kolegom - powiedział nam europoseł.

Monika nie pozostała dłużna dziadkowi. Dowiedzieliśmy się, co najbardziej w nim ceni. To właśnie on inspiruje ją do ciężkiej pracy i motywuje do realizacji kolejnych projektów.

- Mój dziadek jest niesamowicie pracowity. Nie ma takich dni, że usiądzie na kanapie, obejrzy telewizję, poczyta, zaśnie. Dziadek musi albo zacząć pisać książkę, albo zaprosić swój team, żeby coś nagrać, albo napisać tweety. Zawsze musi się coś dziać - podkreśliła Monika.

Leszek Miller o przyjściu wnuczki na świat

Dziadek Moniki ze szczegółami pamięta dzień, w którym się urodziła. 25 lat temu jego życie zmieniło się o 180 stopni. Widząc, z jaką czułością wypowiada się o wnuczce, nie mamy wątpliwości, że od zawsze była jego oczkiem w głowie.

- Dokładnie pamiętam dzień, kiedy po raz pierwszy przyjechała do naszego mieszkania. Jej mama przyjechała z moją żoną, obydwie panie były bardzo wzruszone - no i ja oczywiście też. To oznaczało, że będę musiał wyprowadzić się ze swojego pokoju. Dlatego, że tam stanęła kołyska Moniki. No i to był najważniejszy pokój - wspominał Leszek Miller.

Wszystkiemu towarzyszył zabawny incydent. Były premier swój gabinet, w którym poświęcał się pracy, musiał przearanżować na pokój dziecięcy.

- Pełniłem wówczas urząd Ministra Spraw Wewnętrznych. Zapukało dwóch panów i chcieli zainstalować specjalną łączność i zapytali, gdzie jest gabinet pana ministra. Mama Moniki powiedziała wówczas, że mój gabinet jest zajęty przez wnuczkę. Odkąd Monika z nami zamieszkała, to cały świat kręcił się wokół niej - z uśmiechem przyznał dziadek artystki.

- Oddałbym jej wszystko, co mam - zapewnił.

Monika Miller o zabawnej sytuacji z dziadkiem

Gwiazda opowiedziała nam o swoim dzieciństwie u boku znanego dziadka. Choć Leszek Miller pełnił wtedy ważne funkcje państwowe, kiedy wracał do domu, dla wnuczki potrafił być nawet księciem z bajki.

- Nie wiem dlaczego, ale pierwszym wspomnieniem z dziadkiem jest, kiedy pływaliśmy razem w basenie. Udawaliśmy, że ja jestem Małą Syrenką, a dziadek mnie gonił - opowiadała Monika.

- Uczyłem Monikę pływać, ale jej ulubioną zabawą była ta w księcia i księżniczkę. Więc pisała role dla mnie i ja byłem księciem, który ma ratować księżniczkę , a potem księżniczka odjeżdżała triumfalnie. Ja byłem wówczas koniem i człapałem na czworaka po podłodze , a Monika dumnie odgrywała rolę uratowanej księżniczki - dodał rozbawiony Leszek Miller.

Leszek Miller o "konflikcie" z rodzicami Moniki

Monika Miller nie musiała obawiać się szlabanów i reprymend od dziadka. Nawet wtedy, gdy jak przyznaje, należałaby się jej kara. Wyrozumiałość i rozpieszczanie wnuczki to - zdaniem Leszka Millera - podstawowe zadanie dziadka.

- Zawsze, jak coś napsociłam, nawet jeśli mocno przegięłam, to mój dziadek był ostatnią osobą, która dałaby mi karę. Była taka akcja, że kiedy nauczyłam się pisać, to zaczęłam mazać po ścianach. Wszyscy byli bardzo źli. A ja powiedziałam: Nie możecie być źli, bo ja napisałam, że dziadek jest słodki - usłyszeliśmy od Moniki.

Jak wyznał dziadek artystki, Monika wcale nie była najgrzeczniejszym dzieckiem. Nie raz dała mu popalić. Jednak nie musiała obawiać się konsekwencji ze strony babci i dziadka, co nie zawsze podobało się jej rodzicom.

- Monika nie była takim aniołkiem , zdarzały się jej trudne chwile, albo trudne dni. Ale to było trochę jak z letnią burzą. Chmura, błyskawice, a potem słońce. My mieliśmy taki typowy konflikt z rodzicami Moniki , ale z tego co wiem, to jest w każdej rodzinie. Jej rodzice odbyli z nami poważną rozmowę i powiedzieli, że jeżeli dalej będziemy demoralizować ich córkę, to zabronią nam wizyt i widywania się. A my powiedzieliśmy, że możemy przyrzec wszystko, ale nie to, że nie będziemy rozpieszczać naszej wnuczki - mówił Leszek Miller.

Leszek Miller dostał wyjątkowy prezent na Dzień Dziadka

Podczas rozmowy z nami Monika zaskoczyła swojego dziadka. Kiedy opowiadał o swoim spotkaniu z Tonym Blairem i autografem, który dostał od Paula McCartneya, wręczyła mu biografię zespołu The Beatles.

- Muszę się pochwalić, że kiedyś będąc u premiera Blaira na Downing Street, powiedział, że ma dla mnie coś specjalnego. Wyciągnął dużą antologię i też powiedział - tak, jak Monika - żebym otworzył i zobaczył. A tam był autograf Paula McCartneya z bardzo uprzejmą dedykacją - wspominał były premier.

Zobacz też:

Autor: Oskar Netkowski

Reporter: Oskar Netkowski

Pozostałe wiadomości