Gwiazdy

Zbigniew Wodecki we wspomnieniach córki, która była z nim do końca. "Święty nie był"

Gwiazdy

Tomasz Urbanek/East News

Zbigniew Wodecki to jeden z najpopularniejszych polskich muzyków. Zmarł 22 maja 2017 roku, ale pamięć o nim wciąż jest żywa. Przy okazji rocznicy śmierci artysty, swoimi wspomnieniami podzieliła się jego córka, Katarzyna Wodecka-Stubbs.

Córka Zbigniewa Wodeckiego wspomina ojca

Zbigniew Wodecki od 1971 roku był w związku małżeńskim z Krystyną Wodecką. Owocem ich miłości jest trójka dzieci – Joanna, Katarzyna i Paweł. Katarzyna Wodecka-Stubbs założyła rodzinną Fundację im. Zbigniewa Wodeckiego. Została także dyrektorką festiwalu dedykowanego artyście Wodecki Twist Festiwal w Krakowie. W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" podzieliła się swoimi wspomnieniami dotyczącymi ojca.

- Miał w domu piedestał, więc nie do końca był dla nas takim typowym tatą, który czyta bajki na dobranoc – podkreśliła Kasia Wodecka-Stubbs. - Choć nosił nas na barana, uwielbiał to. Wnuki później też nosił. Zresztą wnukom oddałby kompletnie wszystko. Mieliśmy malucha, którym jeździliśmy do naszego domku na wsi. Rodzice, my – trójka dzieci – i wielki pies. Potem tata kupił golfa i zabierał nas na koncerty do Warszawy. W sumie nie wiem po co, bo byliśmy mali. Nie, jednak wiem – tata po prostu lubił, jak byliśmy wszyscy razem. Gdy dorośliśmy i wyprowadziliśmy się z domu, a on wracał z występów, dzwonił po nas, żebyśmy wszyscy się u niego stawili – dodała.

Córka Zbigniewa Wodeckiego podkreśliła, że mogła z nim rozmawiać o wszystkim, a on często pytał swoje dzieci, czy go kochają. Wbrew pozorom, był cholerykiem i często brakowało mu cierpliwości. - Jak piąty raz trafił na salę, w której był jakiś problem z nagłośnieniem, to potrafił się zdenerwować. Z wiekiem bardzo się wytonował. Potrafił zresztą od razu przeprosić – zauważyła Wodecka-Stubbs, która nie ukrywa, że każdy w rodzinie zdawał sobie sprawę z tego, że życie muzyka różni się od innych.

Święty nie był. Darzył kobiety ogromną estymą, a życie artysty jest, jakie jest. Koncerty, spotkania, zauroczenia, imprezy. Czasem rano wracał do domu śmieciarką – to taka legenda artystycznego światka w Krakowie. A jak w domu pojawił się mój pierwszy chłopak, tata wziął go na bok i jak w starej komedii powiedział, że jak złamie mi serce, to zobaczy

- wspominała córka Wodeckiego w "Gazecie Wyborczej".

Zbigniew Wodecki – życie i kariera

Zbigniew Wodecki urodził się 6 maja 1950 roku w Krakowie i to właśnie to miasto było miejscem, w którym uwielbiał spędzać czas.

Karierę muzyczną zaczynał w latach 60. XX w., grając na skrzypcach w zespołach Czarne Perły i Anawa. W następnej dekadzie zadebiutował jako wokalista. Jego piosenki do dziś śpiewa cała Polska. Wśród wielkich przebojów Wodeckiego są m.in. "Chałupy Welcome to", "Lubię wracać tam, gdzie byłem", "Z Tobą chcę oglądać świat" (duet ze Zdzisławą Sośnicką), "Zacznij od Bacha", "Izolda" oraz "Opowiadaj mi tak". Wykonał także tytułowe piosenki z animacji "Pszczółka Maja" i "Rudolf czerwononosy renifer".

Był jurorem dwunastu edycji programu "Taniec z gwiazdami" w TVN, a także pojawił się gościnnie w kilku serialach telewizyjnych. 15 maja 2015 roku ukazała się płyta "1976: A Space Odyssey", którą Zbigniew Wodecki nagrał z zespołem Mitch & Mitch. Odebrał za nią m.in. dwa Fryderyki.

5 maja 2017 roku, w jednym z warszawskich szpitali poddał się zabiegowi wszczepienia pomostowania aortalno-wieńcowego. Trzy dni później przeszedł udar mózgu, po którym przebywał w śpiączce.

- Przed zabiegiem, który przeszedł w szpitalu w Warszawie, przyjechał do Krakowa na cały tydzień. Codziennie biesiadowaliśmy na wspólnych obiadach i kolacjach. Te spotkania były dla nas zwyczajne i tradycyjne, a okazały się nieświadomym pożegnaniem. 4 maja pojechał do Warszawy, ja dotarłam dzień później. Widzieliśmy się w szpitalu dosłownie każdego dnia. Zresztą byłam z tatą do końca – wyznała Kasia Wodecka-Stubbs w rozmowie z dziennikarką "Gazety Wyborczej".

Zobacz wideo: "Nie znałem drugiego człowieka, który potrafił tak śpiewać". Wspomnienie Zbigniewa Wodeckiego

Zobacz także:

Autor: Kamila Glińska

Źródło: Gazeta Wyborcza

Pozostałe wiadomości