Z parku do własnego mieszkania. Historia pana Zdzisława, który po 18 latach wychodzi z bezdomności
Z parku do własnego mieszkania
Pan Zdzisław mówi o sobie z pokorą i spokojem, wiele przeszedł. "Jestem na ostatnim etapie, tuż przed otrzymaniem mieszkania” – tłumaczy, spacerując po jednym z warszawskich parków. To właśnie tutaj spędził siedem lat swojego życia – na ławkach, wśród drzew. „Pomijając okres zimowy, tutaj spałem, tutaj jadłem, tutaj po prostu byłem” – wspomina. Dziś przychodzi w to miejsce tylko raz na dwa tygodnie. „Żeby przypomnieć sobie, że ja nadal jestem osobą w kryzysie. Bo mnie to boli. Ja to po prostu przeżyłem.”
Choć w jego głosie słychać spokój, każde słowo niesie ciężar doświadczenia. Bezdomność, jak mówi, nie jest wyborem. - Nie wszyscy tu trafiają, bo tak chcą. Tylko bo tak muszą. - przyznał. W jego przypadku wszystko zaczęło się od utraty meldunku i rozwodu. - Spakowałem plecak i wyszedłem. Już nie wróciłem – mówi krótko. Od tamtej chwili jego życie toczyło się między dworcami, ławkami, klatkami schodowymi. A każda noc była walką o przetrwanie.
Zimno, bezsenność i samotność – codzienność, której nie widać
- Najbardziej boli samotność – przyznaje pan Zdzisław bez wahania. Wspomina noce, kiedy budził się z szronem na ubraniu, a rankiem wsiadał do pierwszego lepszego autobusu, by choć na chwilę się ogrzać. Mówi, że worek foliowy potrafił uratować życie, a kilka godzin snu w cieple autobusu dawało siłę na kolejny dzień. Pracował, kiedy tylko mógł – czasem na umowę, czasem „na czarno”. „Słyszałem: jest pan dobrym pracownikiem, ale niewyspanym, nieprzytomnym. Pracodawcy rezygnowali, bo byłem zmęczony” – wspomina.
Mimo wszystko nie poddał się. Pomogła mu Fundacja Daj Herbatę, która dała mu nie tylko wsparcie, ale też poczucie, że jest komuś potrzebny. „To był moment, kiedy otworzyłem się na ludzi. Zrozumiałem, że ja tu jestem potrzebny” – mówi z uśmiechem. Dziś uczy innych, że każdy może znaleźć się w kryzysie, ale też każdy ma szansę z niego wyjść.
"Dajcie ludziom odpocząć"– apel człowieka, który wie, co to znaczy nocować na klatce
Pan Zdzisław nie prosi o wiele. Przede wszystkim o zrozumienie. - Ludzie widzą, że ktoś śpi na ławce i myślą, że to pijany, złodziej. A on po prostu odpoczywa – tłumaczy. W czasie świąt apeluje o empatię i prosty gest – kubek herbaty, ciepłe słowo, chwilę spokoju. - Każda chwila snu dla takiego człowieka jest bardzo ważna. Żeby zrozumieć, wystarczy raz spojrzeć z ciepłem, a nie z pogardą. - wyznał. Dziś jego marzeniem jest, by wreszcie zamknąć za sobą drzwi do własnego mieszkania. „Tego ciepła od ludzi, tych spojrzeń takich cieplejszych – tego bym sobie życzył.”
Historia pana Zdzisława to opowieść o upadku, ale przede wszystkim o odrodzeniu. O człowieku, który mimo 18 lat spędzonych w kryzysie bezdomności, nie stracił wrażliwości i wiary w drugiego człowieka. Dzięki wsparciu fundacji i własnej determinacji, dziś odzyskuje stabilność i poczucie godności. Jego słowa przypominają, że za każdą twarzą na ulicy kryje się historia – często bolesna, ale zawsze ludzka. A odrobina ciepła i zrozumienia może być dla kogoś pierwszym krokiem do domu.
Jak pomóc osobom w kryzysie bezdomności?
Niskie temperatury to realne zagrożenie życia dla osób w kryzysie bezdomności, dlatego nie bądź obojętny! Możesz pomóc, to proste:
- daj ciepłą herbatę lub coś słodkiego do jedzenia
- pokieruj osobę w kryzysie bezdomności do miejsca, w którym może otrzymać pomoc (na przykład Fundacja Daj Herbatę)
- jeżeli nie ma zagrożenia życia skontaktuj się z lokalnymi streetworkerami (na przykład Warszawski Streetworking i Poradnictwo)
- pamiętaj o numerze alarmowym 112 i numerze do straży miejskiej 986
- Uciekła od przemocowego męża i zamieszkała w pustostanie. Na widok posłanego łóżka uroniła łzy - Dzień Dobry TVN
- Uwaga! TVN. Woli spać z dziećmi na ulicy, niż wrócić do domu - Dzień Dobry TVN
- Uwaga! TVN. Przekazał część domu synowi i sam trafił na ulicę - Dzień Dobry TVN