Gorące tematy

Nie żyje 25-letni raper z Wielkopolski. "Siedzieli i patrzyli jak umiera"

Gorące tematy

25-letni raper z Wielkopolski zmarł po imprezie, którą spędził w towarzystwie pięciorga przyjaciół. Zeznania znajomych wskazują na nieszczęśliwy wypadek. Ale według rodziny, Damian zmarł wskutek śmiertelnych urazów i z powodu nieudzielenia mu pomocy. Co naprawdę wydarzyło się feralnego dnia?

Historia 25-letniego rapera w Uwadze! TVN

Damian Krzymieniewski z wielkopolskich Obornik był muzykiem. Występował pod pseudonimem AntenA. Swoje utwory umieszczał w sieci, a ostatnio pokazał także pierwszy teledysk.

- Prosił, żebym wystąpiła w teledysku i się zgodziłam. Gdybym wiedziała, że to jest pierwszy i jedyny teledysk… – siostra Damiana Daria Krzemieniewska ociera łzy i dodaje: - Widziałam go ostatniego dnia, był normalnie uśmiechnięty. Nie sądziłam, że to będzie ostatnie nasze spotkanie.

20 marca Damian pojechał do miejscowości Lipa, oddalonej od Obornik o dziewięć kilometrów. Z przyjaciółmi miał oglądać transmisję z zawodów w policzkowaniu się. W niebezpiecznych zmaganiach udział brał ich kolega, również mieszkaniec Obornik, który dotarł do finału zawodów.

- Wygląda to dość brutalnie, jak wszystkie sporty full-contactowe, ale tak naprawdę jest tam takie zabezpieczenie medyczne i sprzętowe, że raczej nie powinno nic nikomu się stać – mówi Arkadiusz "Motyl" Dembiński, ekspert Krav Maga i zdobywca pucharu w Kick-Boxingu. I przyznaje: - W czasie zawodów dosyć często dochodzi do utraty przytomności poprzez uderzenie, ponieważ nie mamy zabezpieczenia w postaci pełnych ochraniaczy na głowę.

- O godz. 20:14 Damian wysłał nam zdjęcie, że zaczynają oglądać zawody, my wysłaliśmy, co my oglądamy i to była nasza ostatnia wiadomość – opowiada Daria.

Rano matka chłopaka zauważyła, że syna nie ma w domu. - O godz. 11 jego kolega odebrał telefon. Powiedział: "Raczej z Damianem pani sobie nie porozmawia, bo on śpi". Godz. 16 zadzwonił ten kolega, co wcześniej, że nie może Damiana dobudzić. Powiedział, że oddycha, ale nie ma z nim kontaktu. Od razu powiedziałam, że mają dzwonić po pogotowie i udaliśmy się do Lipy – relacjonuje Aleksandra Krzemieniewska.

- Nie reagował na mój głos. W jego głowie coś się działo i to były mimowolne skurcze. Pomyślałam, że to może zatrucie alkoholem, bo mówili, że pili, a Damian o 4 nad ranem się przewrócił, że oni słyszeli huk – dodaje matka Damiana.

Kobieta przyznaje, że nie zauważyła jednak ran u syna. - Twarz miał umytą, koszulkę pod szyją też. Zdziwiło mnie, co oni tak myją. Widziałam, jak dziewczyna i chłopak latali z mopem. To było zacieranie śladów – uważa pani Aleksandra.

Obrażenia Damiana

Gdy wreszcie Damian został przewieziony do szpitala w Pile, okazało się, że w głowie ma dwa krwiaki. Lekarzom w trakcie operacji udało się usunąć tylko jeden z nich.

- Operacja się udała, ale jego stan był bardzo ciężki. Lekarz powiedział, że taki krwotok nie zdarzył mi się w trakcie operacji. 26 marca pan doktor nie odbierał telefonu, ale w końcu odebrał. Powiedział: "Bardzo mi przykro, ale pacjent zmarł" – mówi Krzemieniewska.

Uczestnicy imprezy początkowo utrzymywali, że obrażenia Damiana był spowodowane nieszczęśliwym upadkiem na podłogę. Nie dla wszystkich jednak ta wersja brzmiała wiarygodnie. Ostatecznie przyjaciele muzyka spotkali się z pomysłodawcą oglądania zawodów, Kamilem S., który przyznał, że uderzył Damiana w ramach wspólnej zabawy .

- Podszedł po tym liściu i wyrąbał się, faktycznie się wywrócił. Podleciałem do niego i pytałem, czy wszystko jest w porządku, co robimy? Do Obornik, czy co? "Nie, jest wszystko w porządku" - słyszymy na nagraniu. - On się przyznał do uderzenia, do tego, że uderzył Damiana – wskazuje Bartosz Hazak, przyjaciel Daniela.

- Damian niby pierwszy uderzył, a ten drugi zamiast oddać lekko, tak, jak się umawiali, przyłożył mu z całej siły, a ktoś inny poprawił. Siedem obrażeń w głowie nie bierze się znikąd – podkreśla siostra Damiana.

- Damian w przeszłości trenował kick boxing i MMA i nigdy nic takiego nie było, żeby Damian upadł od jednego uderzenia – dodaje Hazak.

- Jeżeli to jest prawda, że ci panowie urządzili sobie takie zawody w domu, to jest największa głupota, jaką mogli zrobić. Tym bardziej pod wpływem alkoholu – mówi Arkadiusz "Motyl" Dembiński.

Co stało się Damianowi?

Siostra Damiana jest zdruzgotana. - Nadal nie mogę uwierzyć, był tam w gronie przyjaciół i miał głowę skatowaną z każdej strony. Z przodu, z boku, z prawej i lewej. A oni po prostu siedzieli i patrzyli, jak on umiera. Przez 14 godzin – wskazuje Daria.

- Według mnie, jest to oczywista sprawa, aby przedstawić zarzut nieudzielenia pomocy. Niestety, i tego Prokuratura Rejonowa w Obornikach nie zrobiła – mówi adwokat Adam Kubsik, pełnomocnik rodziny Damiana.

- Czuję żal do policji i prokuratury, bo sprawa już dawno powinna być rozwiązana – podkreśla matka Damiana.

- Oni wszyscy powinni odpowiedzieć za to, co się stało. Za nieudzielenie pomocy, za zacieranie śladów, zabójstwo – dodaje Daria.

Prokurator prowadząca śledztwo ocenia sprawę jako klasyczny przypadek nieumyślnego spowodowania śmierci. Śmierci jednego z uczestników, która wynikała z niemądrej i tragicznej w skutkach zabawy. Wcześniej jednak Kamilowi S., który miał uderzyć Damiana, postawiono znacznie poważniejszy zarzut. Potem zmieniono go na korzystniejszy dla podejrzanego, bo na przestępstwo nieumyślne.

- Nie ma dowodów na to, żeby te osoby, które znajdowały się na tej imprezie, mogły faktycznie uznać, że ta osoba znajduje się w stanie bezpośrednio zagrażającym jej życiu – mówi Katarzyna Ryżyńska-Banasiak z Prokuratury Rejonowej w Obornikach. I dodaje:

- W przypadku tego rodzaju obrażeń mózgowych, których doznał pokrzywdzony, może on się zachowywać analogicznie jak osoba, która znajduje się pod wpływem alkoholu.

Filmik i zdjęcie

- Po pogrzebie Damiana, przeglądając jego telefon, znalazłam aplikację Snapchat i otwierając ją zauważyłam, że są filmiki od jednego z uczestników spotkania i zdjęcia od drugiego. Na zdjęciu był Damian o godz. 2:14 – nieprzytomny, ubrany do domu, zakrwawiony i z zamkniętymi oczami. Leżał na podłodze, na posadzce – opowiada matka Damiana. I dodaje: - Przeżyłam szok, kiedy to zobaczyłam i biegnąc do męża, do drugiego pokoju, chciałam się podzielić tą wiadomością, ale już nie było można drugi raz tego zdjęcia otworzyć, ani filmiku.

- W momencie kiedy zmarł, pani prokurator nawet się nie pofatygowała, żeby nas wysłuchać, chociaż dzwoniłam z informacją, że mam nowe dowody. Powiedziała mi, że mam nie wymyślać historyjek – mówi Daria.

Siostra Damiana przekazała nam treść SMS-a od jednego ze świadków. To on miał zrobić zdjęcie chłopakowi feralnego wieczoru i wysłać je przez Snapchata. "Wysłałem Damianowi to, bo często tak robiliśmy. Wiele razy to on wysyłał mi moje zdjęcia, jak ja gdzieś leżałem, bo kończyłem pierwszy" – brzmiała wiadomość.

- Prokuratura na pewno bardziej szczegółowo powinna przeszukać telefony wszystkich uczestniczących w tej imprezie. Myślę, że przeszukanie tych telefonów pozwoliłoby na ujawnienie zdjęć, czy filmów, które pozwoliłby na ustalenie prawdziwego przebiegu zdarzeń tej imprezy – mówi adwokat Adam Kubsik.

- Przesłuchano świadków wskazywanych również przez rodzinę pokrzywdzonego. Żadna z tych osób nie potwierdziła wersji przedstawianej przez rodzinę pokrzywdzonego. Nie ujawniono na żadnych nośnikach filmu, na który ta rodzina się powołuje. Inicjatorem zabawy w punchdown miał być pokrzywdzony. Biegli po przeprowadzeniu sekcji zwłok wskazali również na to, iż ciało zmarłego nie nosiło widocznych obrażeń zewnętrznych – zaznacza Katarzyna Ryżyńska-Banasiak.

- Początkowo miał zarzuty o ciężki uszczerbek na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym, gdzie groziła mu nawet kara dożywocia. A dzisiaj się dowiedziałam, że pani prokurator zmieniła zarzuty na nieszczęśliwy wypadek – ubolewa Daria.

Niestety, Kamil S. nie zdecydował się na rozmowę z nami. Nawet wtedy, gdy prokuratura przyjęła jego wersję wydarzeń o nieszczęśliwym wypadku jako tę najbardziej prawdopodobną.

- Nie mogę uwierzyć, że mój brat tam zginął. Dałabym wszystko, żeby tylko cofnąć czas, żeby ktoś do kogokolwiek napisał, zadzwonił, że Damian potrzebuje pomocy. Obojętnie, która byłaby godzina, to bym pojechała mu pomóc. A oni nie dali nam nawet takiej możliwości – nie może się pogodzić Daria.

Zobacz także:

Autor: Kamila Glińska

Źródło: UWAGA! TVN

Pozostałe wiadomości