Gorące tematy

"Była golonka i obowiązkowo grochówka." Co i gdzie jedzą zawodowi kierowcy?

Gorące tematy

Uwaga! TVN: Co jemy w podróży? „Fajne restauracje nie znajdują się teraz przy głównych drogach”

Czy fast foody na stacjach benzynowych zastąpiły przydrożne restauracje? Gdzie stołują się kierowcy, którzy w trasie spędzają większość swojego czasu? Reporterzy programu Uwaga! TVN postanowili sprawdzić, co można zjeść, kiedy nie chce się zbaczać z drogi.

- Kiedyś było fajnie, że były knajpy przy drodze. Teraz to już nie jest nikomu potrzebne, drogi są bardzo szybkie. To naprawdę bardzo utrudniło ludziom życie i zarabianie pieniędzy. Natomiast pamiętajmy, że w małych miasteczkach są cudowne niespodzianki, cudowne knajpki – mówi Magda Gessler.

Gdzie się podziały kuchnie polowe?

O dawnych lokalach, które można było znaleźć przy drogach, bogatą wiedzę ma Michał Skoczek, który prowadzi bloga „Street food Polska”.

- Kiedyś popularne były kuchnie polowe. Była golonka i obowiązkowo grochówka. Niestety, takich miejsc jest coraz mniej. Zostały miejsca przy bocznych drogach. W tej chwili, jak się staje na autostradzie, można zjeść na stacji benzynowej, albo w eleganckiej restauracji – opowiada Skoczek.

Pan Michał zabrał nas do miejsca, gdzie dziś buduje się duży lokal sieciowy, a jeszcze jakiś czas temu był tam uwielbiany przez kierowców bar.

- Z jednej strony się cieszę, bo ludzie powinni mieć wybór, a z drugiej mi szkoda, bo takie miejsca odchodzą w niepamięć. Być może młodzi ludzie machną ręką i powiedzą: był to był, nie ma, to nie ma. Natomiast, jeśli ktoś jeździł przez lata jakąś trasą i się stołował w takim miejscu, to strata starego baru jest jak zabranie starego przyjaciela – uważa Skoczek.

O to, jak wygląda teraz jedzenie Polaków przy drodze, zapytaliśmy Magdę Gessler.

- Bardzo ciężko, ponieważ wszystkie fajne restauracje nie są teraz przy głównych, szybkich trasach, tylko trzeba gdzieś zboczyć i ich poszukać. Potrzebna jest taka mapa. Naprawdę w Polsce je się fantastycznie, nie wyobrażamy sobie, jak dobrze w porównaniu z krajami, które nas otaczają – uważa restauratorka, znana doskonale z „Kuchennych Rewolucji”

Właściciele zajazdów walczą o przetrwanie

Odwiedziliśmy restaurację, która znajduje się przy tzw. starej siódemce, którą kilka lat temu można było najszybciej dostać się nad morze. Rozwój autostrad spowodował, że żeby zjeść w takim miejscu, trzeba zjechać z głównej drogi. To spowodowało, że te miejsca, mimo dobrego jedzenia, walczą o przetrwanie.

- Nasza restauracja bazuje tylko i wyłącznie na kuchni, którą sami tworzymy. Nie kupujemy mrożonych rzeczy, poza frytkami – mówi Andrzej Adamczuk z zajazdu „W starym kinie” w Małdytach.

A czy dostaniemy popularną kiedyś świeżonkę i grochówkę?

- Nie, odeszliśmy od tego. Mieliśmy ryby, ale z samych ryb było ciężko nam się utrzymać, dlatego wprowadziliśmy pizzę i w 70 proc. z tego żyjemy. W przydrożnych zajazdach czy restauracyjkach liczy się przede wszystkim czas. Nikt nie będzie czekał na jedzenie 40 czy 50 minut, bo każdemu się spieszy. Każda stacja to restauracja i musimy też z nimi walczyć – mówi Adamczuk.

Stacje benzynowe czy eleganckie restauracje?

Nie da się ukryć, że największy tłok panuje teraz nie w restauracjach, ale na parkingach przy autostradach i trasach szybkiego ruchu. Królują tam fast foody, ale też coraz częściej oblegane są stacje benzynowe.

Te nie oferują już, jak dawniej, tylko hot-doga z kilkoma sosami do wyboru. Teraz każda z nich stara się mieć w menu, co najmniej kilkanaście potraw, które można szybko zjeść.

- Tworzymy z tatą pewną selekcję dla tej stacji benzynowej – mówi Mikołaj Makłowicz i pokazuje nam jednego z autorskich hot-dogów. - Mamy bułeczkę z kurkumą, kiełbaskę z suszonymi pomidorami i sos serowy. Inspiracją dla tego była podróż do Amsterdamu, gdzie byliśmy w restauracji, której szef ma 3 gwiazdki Michelin. To sos serowy z jalapeño, do tego jest jeszcze prażona cebulka.

- Nawet ludzie tacy jak ja, którzy zawodowo zajmują się jedzeniem, nie zjadają codziennie pasztetu z pulardy, foie gras oraz tournedos à la rossini, lecz jedzą również hot-dogi i tego typu rzeczy. I chodzi o to, żeby te rzeczy były dobre. Fast food wcale nie musi być śmieciowym jedzeniem – uważa Robert Makłowicz.

- Fast foody są złem koniecznym, natomiast coraz częściej dbamy o swoją dietę i zdrowie. Preferencje Polaków są takie, że chcą autentyczne jedzenie - i grochówkę, i golonkę, ale przy okazji chcą też sałatę, chcą dobre ziemniaki. Trzeba szukać takich restauracji i trzeba się tym interesować. Jeśli nie, to człowiek będzie żył byle jak, a nasze życie ma trwać długo, smacznie i zdrowo – kwituje Magda Gessler.

Zobacz także:

  • 30 lat doświadczenia
  • Od 2014 roku z misją w Ukrainie, z biurem pomocowym w Kijowie
  • Opiera się na 4 zasadach: humanitaryzmu, bezstronności, neutralności i niezależności
  • Regularnie publikuje raporty finansowe ze swoich działań
Pozostałe wiadomości