Gorące tematy

40-latka waży ponad 250 kilogramów. Czy uda jej się pokonać chorobę? "Moim marzeniem jest zjechać do 130 kg"

Gorące tematy

Pani Katarzyna waży ponad 250 kilogramów. Od czerwca nie jest już w stanie chodzić i jedynie leży w łóżku. Czy 40-latce uda się wyjść z otyłości monstrualnej?

Pani Katarzyna mieszka na poddaszu czteropiętrowej kamienicy bez windy. Jej mąż Zbigniew pracuje jako asystent dekarza. W ciągu dnia kobietę odwiedza koleżanka, która stara się jej pomagać. Jednak i tak większość obowiązków związanych z opieką nad niechodzącą żoną wykonuje pan Zbigniew.

- Robię śniadanie – pierwsze, drugie, trzecie, obiad, podwieczorek, kolację. W międzyczasie trzeba ją przewinąć – opowiada Zbigniew Kubicki.

- Ciężko leżeć w łóżku i być tylko zdanym na kogoś – mówi 40-latka.

Początki problemów

Problemy pani Katarzyny z wagą zaczęły się już w dzieciństwie. Jak twierdzi kobieta, jej rodzice nie mieli czasu, aby się tym zająć.

- Wychowywałam się w pięcioosobowej rodzinie. Mama, tata, brat i siostra. Mama pracowała na trzy etaty, teoretycznie wychowywała nas babcia. A tata miał problemy z alkoholem – opowiada Katarzyna Kubicka. I dodaje: - Wyróżniałam się wśród dzieci, bo byłam od nich większa. Nie było czasu, żeby ktoś mi pomógł z wagą, mam też wadę wymowy, na to też nie było czasu i możliwości. Mając 15-, 16 lat zaczęłam uciekać z domu. Pojawiły się pierwsze problemy z prawem. Ucieczka z domu wiązała się z umieszczeniem w pogotowiu opiekuńczym, gdzie przebywałam prawie do 18. roku życia.

Na początku dorosłego życia pani Katarzyna weszła w konflikt z prawem. Za rozbój i wyłudzenie przesiedziała trzy lata w więzieniu.

- Żałuję tego. Ale ludzie mi wybaczyli. To dotyczyło głównie moich rodziców, bo im też wyrządziłam krzywdę, bo też ich okradałam. Teraz brakuje mi ich, odeszli w 2016 roku – mówi 40-latka.

Jak do wagi żony odnosi się mąż kobiety?

- Mówiłem żonie wcześniej już o wadze, chodziliśmy po lekarzach, ale niestety, jak zwykle wszyscy wysyłają do leczenia domowego – ubolewa pan Zbigniew.

Kobieta ponad miesiąc temu trafiła do szpitala. Z czwartego piętra znosiło ją osiem osób – strażacy i ratownicy medyczni.

- Na nogach mam obrzęk limfatyczny. Mam też owrzodzenie podudzi i martwicę pięt. Jak wylądowałam w szpitalu 4 czerwca, to powiedzieli, że może być tak, że piętę trzeba będzie amputować – opowiada 40-latka.

Po pobycie na oddziale chirurgii pani Katarzyna wróciła do domu, ale wciąż nie może się poruszać. Teraz stara się o przyjęcie na poznański oddział zaburzeń metabolicznych, na którym leczeni są między innymi pacjenci właśnie z otyłością monstrualną. Kobieta chce pilnie zrobić badania diagnostyczne, aby zacząć leczyć swoją otyłość.

- Zadzwonił do mnie pan profesor, kierownik oddziału, że muszą odwołać mi termin, bo mają remonty i muszą przystosować oddział w dźwigi i łóżka dla takich osób jak ja – mówi 40-latka.

O terminie przyjęcia pani Katarzyny chcieliśmy porozmawiać z lekarzami kierującymi oddziałem zaburzeń metabolicznych. Jednak odmówili rozmowy na ten temat i skierowali nas do dyrektora placówki. Rzecznik podczas rozmowy telefonicznej poinformował nas, że kobieta zostanie przyjęta do szpitala najpóźniej w połowie sierpnia. Jednak dla pani Katarzyny liczy się czas, dlatego szuka możliwości szybszego rozpoczęcia leczenia w innych placówkach.

- Założyłam zbiórkę na Siępomaga i zbieram na leczenie. Może być tak, że faktycznie jakiś szpital nie przyjmie mnie na leczenie, to będę musiała załatwić to prywatnie – wyjaśnia.

Trener personalny

W czasie oczekiwania na przyjęcie do szpitala panią Katarzynę wspiera trener personalny, który sam kiedyś pokonał otyłość. Ułożył dla kobiety dietę oraz ćwiczenia, które 40-latka może wykonywać leżąc w łóżku.

- Szczyt mojej nadwagi to było około 212-213 kg. Wyglądałem dużo starzej, jak schorowany facet, a nie jak 30-latek. Powiedziałem, że od jutra zabieram się za siebie i zacząłem nad sobą pracować. Systematycznie. Człowiek musi sobie to wszystko poukładać w głowie, dopóki nie jest gotowy na taką zmianę, to choćby bardzo chciał, to tego nie zrobi – przekonuje "Fit Dzik".

W domu pani Katarzyny panuje ogromny bałagan, jest brudno, czuć nieprzyjemny zapach.

- Po prostu im się nie chce. Oni są przyzwyczajeni do niedbalstwa. Myślę, że trzeba by takie osoby odpowiednio pokierować – uważa trener personalny.

Dbania o porządek mogliby nauczyć pana Zbigniewa pracownicy socjalni. O taką formę wsparcia zapytaliśmy w poznańskim ośrodku pomocy rodzinie, który już wcześniej zadeklarował pomoc przy opiece nad niechodzącą panią Katarzyną.

- Rolą pracownika socjalnego jest również praca socjalna, nie tylko udzielanie świadczeń, ale również wszystko dookoła. Mam dużą nadzieję, że przy wsparciu pracownika socjalnego standard życia tych ludzi się podniesie, w jakości, porządku i higienie – mówi Anna Krakowska, dyrektor MOPR w Poznaniu.

- Moim marzeniem jest zjechać do 120, albo 130 kg. To też moja wina, bo sama siebie zaniedbałam. Wierzę, że znajdzie się ktoś, kto wyciągnie pomocną rękę – kwituje 40-latka.

Zobacz także:

Autor: Katarzyna Lackowska

Źródło: Uwaga! TVN

Pozostałe wiadomości