Południowo-zachodnia część Stanów Zjednoczonych, gdzie znajduje się terytorium plemienia Navajo, otrzymała od koronawirusa najmocniejszy cios. W przeliczeniu na mieszkańców, jest drugim największym ogniskiem epidemii, po Nowym Jorku i New Jersey.

Rdzenni Amerykanie w starciu z pandemią

Dean Seneca jest wirusologiem i byłym ekspertem centrum kontroli i prewencji chorób. Jest także  obywatelem ludu Seneca. To najlepsza osoba, którą można zapytać o obecną sytuację rdzennych Amerykanów w dobie koronawirusa.

Południowo-zachodnia część Stanów Zjednoczonych, gdzie znajduje się terytorium plemienia Navajo, otrzymała najmocniejszy cios. Poza tym obszarem wydaje się, że sytuacja pozostałych plemion w kraju nie jest taka zła. Do tej pory nie zaobserwowałem, żeby wirus mocno uderzył w tereny wiejskie, to dopiero przed nami. Dopiero wtedy będziemy wiedzieć, jak może wyglądać sytuacja

- mówi badacz. 

George Mc Graw ma dostęp do terytorium plemienia Navajo. Dostarcza tam wodę.

Obecnie terytorium Navajo jest drugim największym ogniskiem epidemii, zaraz po Nowym Jorku i New Jersey w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. To przerażające

- stwierdza. 

Czy Indianie mają łatwy dostęp  do testów?

Staramy się zdobyć testy dla naszej społeczności. Indiańska służba zdrowia, rząd Stanów Zjednoczonych kupił ostatnio 9 tys. tzw. szybkich testów serologicznych, gdy mamy prawie 6 mln ludzi

- podkreśla Dean Seneca.

Oczywiście, gdybyśmy mogli wykonać więcej testów, z pewnością zobaczylibyśmy większe liczby zarażonych. Ale same te liczby to skutek warunków, w jakich żyją Indianie. Więcej niż 1/3 Navajo nie ma prądu, tyle samo ludzi nie ma bieżącej wody czy toalet. Bez takich podstaw, jak dostęp do bieżącej wody nie ma możliwości, by zostali bezpiecznie w domach podczas pandemii

- zauważa George Mc Graw.

WHO powtarza, że najważniejsze w walce z koronawirusem jest częste mycie rąk wodą z mydłem przez 20 sekund oraz zostanie w domu. 

Obie te rzeczy są niemożliwe dla ludzi, którzy nie mają dostępu do bieżącej wody w 2020 roku. Nie mogą myć rąk i są zmuszeni do łamania zasady utrzymywania dystansu społecznego, bo muszą wyjść z domu, by zgromadzić wodę niezbędną do życia. Rodziny opuszczają domy, by pojechać do sklepów spożywczych, gdzie jest dużo większa szansa na zakażenie. Często muszą pokonać 80, 160 km do najbliższego sklepu, który finalnie okazuje się pusty. Muszą więc szukać stawów, strumieni czy magazynów żywności dla zwierząt. Muszą gromadzić wodę, która często jest niebezpieczna dla ich zdrowia

 - zauważa George.

Navajo w obliczu gigantycznych strat

Terytorium Navajo jest olbrzymie, to największy rezerwat w Stanach Zjednoczonych. Gdyby było osobnym stanem, stałoby się 10. pod względem wielkości. 

Na tak wielkim terytorium jest niewielka infrastruktura. Mają tylko 16 szpitali, dostawiono ostatnio 2 polowe, by walczyć z koronawirusem. Mają tylko 13 sklepów spożywczych

- wylicza rozmówca Dzień Dobry TVN. 

Rdzenni Amerykanie kiepsko wypadają w statystykach zdrowotnych, o wiele częściej chorują na serce i wątrobę. To również nie pomaga w walce z wirusem.

Amerykańscy Indianie rzeczywiście nie żyją zbyt długo, pokazują to statystyki w zasadzie dla większości kategorii wiekowych. Dopiero od 65-latków zaczynamy przeżywać pozostałych. Problem w tym, że mało kto dożywa takiego wieku. Nie mamy zapewnionej dobrej opieki zdrowotnej i opieki naszej siły roboczej. Ten wirus wydaje się być idealny do sporządzenia gigantycznych strat, jeśli tylko uderzy z odpowiednią siłą w społeczność Indian i społeczność alaskańską

- ostrzega Dean Seneca.

Gdyby wirus uderzył naprawdę mocno, ile osób ma szansę przeżyć? Chyba nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie.

Niedawno gubernator stanu Nowy Meksyk, na którym leży część terytorium Navajo powiedział, że ten wirus ma potencjał, by zgładzić całą populację Navajo i innych rdzennych mieszkańców. Codziennie pracuję ramię w ramię z moimi kolegami autochtonami. Wiem jedno - rdzenni mieszkańcy są niesamowicie odporni. Przetrwali falę kolonizacji, masakry wojenne, marginalizację, przetrwali także inne pandemie, które zostały im sprezentowane przez ludzi, jak choćby ospa. Nie wierzę, żeby to zgładziło rdzenną ludność. Z pewnością dotknie ich to w olbrzymim stopniu, o wiele bardziej, niż innych Amerykanów, nawet tych, którzy mieszkają z nimi po sąsiedzku

- podsumowuje George Mc Graw.

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Pełne odcinki znajdziesz w serwisie Player.

Zobacz też:

Co sądzisz o tym artykule?
56
6
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0