Matka Polka Ogarniaczka - kiedy to działa, a kiedy zaczyna być męką? [FELIETON]

Zmęczona matka z niemowlakiem na ramieniu szykuje jedzenie w kuchni
fot. Megan Maloy/Getty Images
Moja Mama nie była Matką Polką. Pracowała zawodowo, pływała na kajaku i realizowała swoje pasje. Do sąsiadki chodziłam na zupę pomidorową i ruskie pierogi. To był wzorzec matki za jakim tęskniłam – matki karmicielki. Takiej, która czeka z obiadem, wie co lubię, dogadza smakołykami.

Jestem Matką Polką Ogarniaczką, przynajmniej taką chciałabym się czuć... czasami. Zacznijmy jednak od początku. Gdy byłam dziewczynką obowiązywał wzorzec Matki Polki – zajmującej się domem, dziećmi i karmieniem rodziny. Matki rezygnującej ze swojej pracy zawodowej oraz pasji, a jeśli pasja to głównie działka, wymienianie się przepisami z sąsiadkami, szydełkowanie, szycie i robienie przetworów. Rodzina na pierwszym miejscu, ona dopiero, jak wszyscy pójdą spać. 

Zobacz także:

Nieidealne mamy - o macierzyństwie mówią bez lukru

Moja Mama nie była Matką Polką. Pracowała zawodowo, pływała na kajaku i realizowała swoje pasje. Do sąsiadki chodziłam na zupę pomidorową i ruskie pierogi. To był wzorzec matki za jakim tęskniłam – matki karmicielki. Takiej, która czeka z obiadem, wie co lubię, dogadza smakołykami.

Matka Polka Karmicielka

Po wielu latach, gdy poznałam mojego męża – okazało się, że ten wzorzec odnalazłam w mojej Teściowej. Matki Polki Karmicielki (antropolożka Sławomira Walczewska mówi nawet o Matce Gastronomicznej) – krojącej, obierającej, przyprawiającej, dosypującej, kosztującej i znoszącej kilogramy różnych dóbr dla rodziny. Jest to związane z dawną rzeczywistością niedoborów, koniecznością nakarmienia rodziny, zrobienia zapasów na gorsze czasy. 

Zobacz także: "Po przeżyciu Holocaustu ciężko jest być matką" Halina Birenbaum z synem

Gorsze czasy się skończyły, ale jednak narracja kulinarna dawnych Matek Polek pozostała – dziś na obiad mam pierogi, a na jutro zamrożone mięso, na kolację damy dzieciom gorącą czekoladę i naleśniki. Jak ja to kocham, jakie to mi daje poczucie bezpieczeństwa - bezpieczeństwo kulinarne jako bezpieczeństwo emocjonalne w ogóle.

Tymczasem sama zostałam mamą i od 10 lat próbuję z lepszym lub gorszym skutkiem ogarnąć tę kuwetę. A kuweta brzegów nie ma – bo nawet jak opędzę systematyczność, to zaraz nie dowożę w innej dziedzinie.

Zjedz marcheweczkę

Okazuje się, że nie jestem w stanie prowadzić kuchni łączącej w sobie ekologiczność, wygodę w konsumpcji, szybkość przygotowania, możliwość gotowania razem z dziećmi, gotowania kiedy dzieci śpią (bo inaczej przecież marnuję czas, który powinnam poświęcić tylko dla nich). Dołóżmy do tego bezmięsne poniedziałki i warzywne piątki, i niedzielę z ziemniakiem, mleko tylko dwa razy w tygodniu, albo trzy, bo to się ciągle zmienia.

Aaaa! I wszystko powinno pochodzić od chłopa. I nie chodzi tutaj o płeć, tylko mityczną, nieistniejącą postać, co w waciakach i czapce uszance stoi przy swoim wozie, bez wagi na worki sprzedaje zabłocone ziemniaki i te obtłuczone robaczywe jabłka – bo jak wiadomo robak świadczy o tym, że nie pryskane.

Zobacz także: 

"Moje dziecko jest weganinem" Czy dieta wegańska szkodzi dzieciom?

Nie zapominajmy o wymaganiach dzieci – a przecież czasy są takie, że nie można kazać dziecku jeść tego, co uważa za niejadalne. Bo to już zamach na prawa dziecka, a prawa dziecka w moim domu są najważniejsze. Tak przynajmniej twierdzi mój mąż za każdym razem, kiedy próbuje wyegzekwować zjedzenie marchewki po tym, jak zostaje odkryte, że to jednak nie jest chips.

Ogarniasz?

Gdzie się człowiek nie odwróci tam zawsze mu brakuje. I aż się zaczyna tęsknić do czasów kiedy rodzina przy stole jadła wszystko, a matka była bohaterką, bo wydawała posiłki i zawsze mogła nie dać dolewki zupy albo dodatkowego kotleta… że o deserze nie wspomnę. I mimo tego, że opanowałam prawie do perfekcji kalendarz Google'a, to nie jestem w stanie zaplanować posiłków na cały tydzień, aby były zdrowe, różnorodne, smaczne i jeszcze w idei zero waste. 

Zobacz także: 

Magda Mołek: "Bycie mamą mnie odmłodziło, ale nie wierzę w macierzyństwo glamour" 

Dobrze, że czasem Teściowa poratuje mnie bułeczkami drożdżowymi z moim ulubionym nadzieniem wiśniowym – rozumiejąc, że matka pracująca, to też człowiek i nie ma siły na wstawanie o piątej rano, aby do śniadaniówki takowe smakołyki samodzielnie przygotowywać. A tak wrzucę te drożdżóweczki na Insta i mam poważanie u mniej ogarniętych matek. 

Smacznego!

Źródło: Dzień Dobry TVN

*Katarzyna Krzywicka-Zdunek - Socjolożka, w branży badań od ponad 20 lat. W IQS prowadzi zespół jakościowy, ma również doświadczenie w zakresie badań ilościowych. Specjalistka technik warsztatowych oraz badań przeprowadzanych z dziećmi. Pomysłodawczyni i liderka projektu Kids Power – dotyczącego dzieci w wieku 3-16 lat. 

Autor: Katarzyna Krzywicka

podziel się:

Pozostałe wiadomości